Jestem muzycznym geekiem. Odkąd zainteresowałem się muzyką stała się ona częścią mojego życia, miłością, powietrzem, dosłownie wszystkim. Posiadam muzykę, z różnych źródeł. Tych oficjalnych i tych mniej ;). Dotyczy to przeważnie albumów, których nie ma już w sprzedaży np. Noconcreto. Kilka postów wcześniej wspominałem o Apple Music. Kiedy zakończyłem swoją przygodę z tamtym serwisem postanowiłem spróbować ponownie Spotify. Właśnie mija darmowy miesiąc testów, a ten wpis będzie krótkim podsumowaniem korzystania z tej aplikacji.
Zazwyczaj miałem kilka albumów na telefonie, których słuchałem kilka razy dziennie. Nie lubiłem tworzyć playlist gdyż jedynie cześć mojej muzycznej biblioteki zawiera okładki i ma poprawione tagi. Poza tym w przypadku, iTunes'a, przy 50 GB muzyki wyszukiwania kawałków to dość duży problem. To też był jeden z pretekstów do skorzystania ze streamingu. Jednocześnie wrzesień to był okres, w którym nastąpił muzyczny boom.
Nie jestem innowacyjny w tej kwestii, ale w porównaniu do Apple Music i iTunes to kolosalna różnica. Bez problemu się odnalazłem w morzu muzyki. Przygotowywanie playlist w tej aplikacji to duża przyjemność. Nie jest jednak tak super kolorowo. Czasami brakuje albumów lub dostępnę są tylko reedycje. Częstym zabiegiem też jest łączenie kilku płyt w jedną. Tego w ogóle nie rozumiem. Jednak wolę takie rozwiązanie niż całkowity brak muzyki. Choć dla mnie jako fana okładek, jej zmieniona wersja razi mnie po oczach.
Szkoda, że wersja on-line w pracy mi nie działa :(
W niedziele zrobiłem test z przygotowywania listy nie lubię poniedziałku w wersji dla przeglądarek. Ku mojemu zdziwieniu nie miałem problemów z odnalezieniem się. Były tam małe mankamenty związane ze zmianą kolejności utworów, ale poradziłem sobie z tym.
Nie jestem innowacyjny w tej kwestii, ale w porównaniu do Apple Music i iTunes to kolosalna różnica. Bez problemu się odnalazłem w morzu muzyki. Przygotowywanie playlist w tej aplikacji to duża przyjemność. Nie jest jednak tak super kolorowo. Czasami brakuje albumów lub dostępnę są tylko reedycje. Częstym zabiegiem też jest łączenie kilku płyt w jedną. Tego w ogóle nie rozumiem. Jednak wolę takie rozwiązanie niż całkowity brak muzyki. Choć dla mnie jako fana okładek, jej zmieniona wersja razi mnie po oczach.
Szkoda, że wersja on-line w pracy mi nie działa :(
W niedziele zrobiłem test z przygotowywania listy nie lubię poniedziałku w wersji dla przeglądarek. Ku mojemu zdziwieniu nie miałem problemów z odnalezieniem się. Były tam małe mankamenty związane ze zmianą kolejności utworów, ale poradziłem sobie z tym.
Aplikacja mobilna jest idealna! Posiadanie morza muzyki w telefonie jest niesamowite. Szkoda tylko, że w moim 5S strasznie szybko pożera baterie.
Jak wspominałem wcześniej zainstalowałem tę aplikację gdyż zbliżały się premiery "That's The Spirit", "Venom", "Archangel". Dziś chyba wszyscy artyści dodają swoją muzykę do tej aplikacji. W przypadku Bring Me The Horizon w dniu premiery dodałem nowy album do mojej muzyki i mogłem już cieszyć się muzyką. Nie musiałem poświęcać czasu na kupowanie muzyki poprzez iTunes'a czy Google Music. Podobnie było dziś rano. Przypomniałem sobie o nowej płycie Marceliny. Kilka kliknięć i płyta była już na moim odtwarzaczu. To wszystko w drodze do pracy. Dla mnie muzycznego outsider'a to największa zaleta tej aplikacji jak i całego streamingu. Choć aplikacji wysysa mi moc z baterii zostanę przy niej gdyż zapomniałem co to nuda. Mam ogromną radość ze słuchania swoich playlist i dzięki temu, że strasznie długo ich słucham jestem w stanie zrozumieć co dodałem fajnego, a co kompletnie nie pasuje do danego cyklu.
Reasumując stałem się użytkownikiem premium i nie zamierzam rezygnować z tego rozwiązania. Za 20,00 zł mam dostęp prawie do wszystkiego i to na wyciągnięcie ręki. Tak jak napisałem wyżej. Tę aplikację można porównać do drzwi, które prowadzą do morza muzyki, do niekończących się regałów z muzyką. Szkoda tylko, że mamy tak mało czasu by to wszystko przesłuchać.

Spotify jest rewelacyjne i warte tych dwudziestu złotych. :D
OdpowiedzUsuń