Przed
premierą „Vol. 3 The Subliminal Verses” słuchałem puszczanego w kółko „Duality” i nabierałem wielkiego
apetytu na tę płytę. To było inne oczekiwanie niż to opisane w Muzycznych Inspiracjach #2
Wtedy czekałem
na album bez żadnych oczekiwań, nie musieli mi nic udowadniać jednakże nie
spodziewałem się, że będzie on aż tak wielką zmianą w moich muzycznych
podróżach, że pchnie mnie w rejony dla mnie obce w danym momencie.
Byłem wtedy
nastolatkiem i nie miałem zbyt dużego budżetu. Kaset wtedy już nie produkowali,
a o podłączenie Internetu dopiero zaczynałem prosić rodziców. Dlatego wybrałem
się na giełdę elektroniczną i zakupiłem piracką wersje tego albumu.
„Vol. 3 The Subliminal Verses” to trzeci album
(nie licząc "Mate Fred Kill Repeat") grupy. Wiele muzyków twierdzi, że to
najtrudniejszy dla zespołu album. Tym bardziej tak było dla Slipknot’a. Po
wściekłej do granic możliwości „IOWA” i ciągłym dodawaniem naklejki nu-metal, przeszedł
czas by ją zerwać. Taki właśnie jest ten album. Ciekawy i inny, ukazujący
zespół w innym świetle. Wściekłość została tutaj zastąpiona wielowarstwowością
piosenek. Ciągle w tle słyszmy jakieś dźwięki dodatkowe jak np. uderzenie kijem
baseballowym w beczkę w „Duality”, czy stopniowym budowaniem napięcia przez
gitary „The Virus Of Life”. Rick Rubin wciągnął z chłopaków coś, o czym sami
nie mieli pojęcia, że w nich siedzi.
Jest pewien
niuans na tej płycie. Mianowice mix albumu. Zanim usiadałem to kolejnej odsłony
Soundtrack Of My Life poczytałem kilka innych recenzji. Oczywiście był one
pochwalne lub wylewające wiadro pomyj na zespół. Jednak w kilku przewinęło się
sformułowanie „grzebanie przy wokalach”, „tłumienie wokali”. Można to doskonalone
usłyszeć przy utworze „Vermilion”, ale w wersji zmiksowanej przez Terrego Date’a.
Utwór brzmi zupełnie inaczej, „czyściej”.
Jednak dla mnie właśnie ten efekt nałożony na
wokal pasuje do tej płyty i nie wyobrażam sobie jej bez tego.
„Vol. 3 The Subliminal Verses” to, jak dla mnie, opus magnum zespołu. Bez wątpienia udało im się pokazać coś nowego i pokazać się z zupełnie innej strony. Patrząc z dzisiejszej perspektywy to naprawdę inny album. Nawet dziś kiedy mamy "All Hope Is Gone: i ".5: Chapter of Gray" "Vol.3" pozostaje moim ulubionym albumem, z którym mam masę wspomnień. Jednak nie będę o nich pisał gdyż jest ich zbyt dużo i nawet nie wiem od czego zacząć.
P.S.
"Prelude 3.0"
Kiedy pierwszy raz włączyłem płytę przeskoczyłem ten kawałek gdyż myślałem, że to intro. Dopiero po jakimś czasie włączając płytę zrozumiałem, że to osoby numer. :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz