www.kulakovski.pl / pozytywny pesymista jest zamknięty: Muzyczne Inspiracje #2 - Slipknot ".5: The Gray Chapter"

Muzyczne Inspiracje #2 - Slipknot ".5: The Gray Chapter"

piątek, 12 grudnia 2014


Slipknot zmienił moje podejście do muzyki i wprowadził mnie w jej bardziej ekstremalną gałąź. Chociaż do tej pory uważam, że najlepszym wydawnictwem było Vol.3 to byłem naprawdę ciekaw tego, co znajduje się na .5: Chapter GreyChapter. 
  
Album All Hope Is Gone ukazał się sześć lat temu. Nie oczekiwałem powrotu do IOWA, bo wiedziałem, że jest to niemożliwe. Vol.3 to był świetny album, który sprawił, że zespół osiągnął naprawdę wielki sukces, mimo że był inny. Warto pamiętać, że zawierał swoje mankamenty.Czy jest lepiej niż na All Hope Is Gone?

Kiedy światło dzienne ujrzał „Negative One” oraz „The Devil In I” widziałem, że zespół znów próbuje pokazać pazur. Tak też jest na tej płycie. Jest mocno, szybko, agresywnie, a przy tym wszystko wydaje się niewymuszone czy robione na siłę. 

Cały album zawiera aż czternaście utworów i pierwszych kilka naprawdę ma moc, chociaż po Killpop mam wrażenie, że wdała się tam nuda. Owszem utwory są mocne, Corey wydziera się do mikrofonu, ale nie ma tam żadnej magii. Ciekawość przywraca patetyczny Goodbye, z fajnym riffem i ciekawą strukturą, która wprowadza nas do kolejnego utworu, a później? Później... znów wieje nudą.

.5: The Gray Chapter nie jest albumem, który przynosi wielkie zmiany. Po odświeżeniu składu czuć, że zespół nabrał mocy, jednak ta moc jest dodana do stylu z All Hope Is Gone. Szukając informacji o tym albumie, znalazłem ciekawą anegdotę: 
.5: The Gray Chapter to niejako nowe rozdanie. Zespół o takim statusie, po takiej przerwie mógł nagrać właściwie wszystko. Niczego nie musieli, wszystko mogli. Pełna swoboda twórcza. Jednak "The Negative One" oraz "The Devil In I", które promowały płytę uświadomiły słuchaczom, że rewolucji nie będzie”.

Słuchając tej płyty mam wrażenie, że słucham mocniejszego Stone Sour. Gdy szukałem potwierdzenia znalazłem informację, że zarysy albumu powstały przy współpracy Jima Roota i (jeszcze wtedy członka zespołu) Joeya. Stąd można odnieść wrażenie, że wydawnictwo bliskie jest zespołowi Coreya

Szczególną uwagę zwracają smaple i perkusjonaty,  bez których ten zespół nie byłby sobą. Idealnie dobrane i wrzucone w odpowiednim momencie. 

Nie ukrywam, że zespół ten towarzyszył mi gdy byłem nastolatkiem. Wtedy nosiłem z dumą koszulkę People= Shit i słuchałem The Heretic Anthem. Dziś zespół ten nie porywa mnie tak jak kiedyś. Nie czuję tej magii, która kiedyś mną zawładnęła. Kiedy pierwszy raz słuchałem Slipknot „Slipknot” pierwszy raz słyszałem coś tak pokręconego, głośnego i agresywnego. Dziś gdy słucham 5.myślę sobie „Po co tyle czystych wokali? Po co tyle melodii.? Przecież to nie Stone Sour..."

Album ten nominowany jest w wielu kategoriach jednak uważam, że nie zasługuje na takie wyróżnienia. Jest on słaby, bez wielkich rewolucji. .5 to ulepszona wersja poprzedniego albumu. 

Traktuje to wydawnictwo jako album przejściowy. Mam nadzieje, że zespół jeszcze nas zaskoczy w niedalekiej przyszłości.

P.S. 


Nadal mam przed oczami DVD Disasterpieces, które po prostu jest niesamowite. Zespół był wtedy w szczytowej formie. Zdaje sobie sprawę, że nagrywanie dwóch pierwszych (pod szyldem Road Runnera) było ciężkie i emocje im towarzyszące nie wrócą. Jednak przynajmniej można spróbować. Jednak na .5 nie widzę tych starań. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proudly designed by | mlekoshiPlayground |