www.kulakovski.pl / pozytywny pesymista jest zamknięty: Muzyczne Inspiracje #10 - Muse "Drones"

Muzyczne Inspiracje #10 - Muse "Drones"

poniedziałek, 22 czerwca 2015


Przegapiłem premierę tej płyty i jeszcze kręciłem nosem. Po całym tygodniu słuchania "Drones" mogę powiedzieć tylko jedno zdanie: "Przepraszam myliłem się." Ta płyta miała być powrotem do gitarowego grania. Miała zostać okrojona ze wszystkich dodatków, jakie mieliśmy na dwóch wcześniejszych płytach. Jednak, kiedy usłyszałem Psycho i „Dead Inside” zrozumiałem, że zamiast operowych aranżacji dostajemy mocny polityczny przekaz.

„Drones” to koncept album opowiadający historię człowieka, który stał się maszyną do zabijania. Płyta ukazuje proces przemiany głównego bohatera.
„Dead Inside”

Nie róbcie tego błędu, jaki zrobiłem ja. Nie oceniajcie tego utworu bez wcześniejszego zrozumienia tekstu. Muzycznie pierwsze dźwięki przypominają mi Queen. Kawałek jest prosty. Łatwo wpada w ucho i na długo zostaje w głowie.

„Drill Sergant”

Muzycznie nie wnosi nic, ale tekst ukazuje nam pierwszy krok do zmiany naszego głównego bohatera w maszynę.

„Psycho”

Riff z tego utworu to piękna sprawa. Ciężki hardrockowy kawałek bez żadnych udziwnień. Jeden z mocniejszych utworów na płycie. Kiedy pierwszy raz usłyszałem ten utwór wiedziałem, że gdzieś słyszałem, choć fragment jego. Zacząłem szukać i okazało się, że riff z tego kawałka powstał gdzieś około 1999 r. i był grany na żywo! Można go nawet usłyszeć na DVD z Wembley.

„Mercy”

Z całej płyty „Mercy” podoba mi się najmniej. Nie pasuję mi do tej płyty.

„Reapers”

Najlepszy utwór z całej płyty. Ten riff z refrenu wgniata w ziemie, a solo pod koniec utworu przywołuje na myśl stary dobry Muse. Myślę, że chłopaki tym utworem zawstydzają Rage Against The Machine gdyż nie można odmówić porównania do nich. Jeśli solo nie wystarczy poczekajcie do końca utworu. Miażdżący riff, przesterowany wokal recytujący „Here come the drones!" i ta syrena w tle. Rewelacja!

„The Handler”

Mój nr. dwa z albumu. Wokal Matt'a sprawia, 
że przechodzą mnie ciarki. Świetny utwór. 

[JFK]

Cześć przemówienia Kennedy'ego. Muzycznie nie dodaje nic, ale w to przemówienie został wplątany kolejny utwór.
Defector

Utwór oparty jest na riffie, który w pewnym momencie przypomina kroczenie wojsk. Niesamowicie ciekawie wypada płynne przejście, kiedy gitara milknie i słyszymy tylko partię gitary basowej. Piszcząca gitara połączona ze smyczkami ponownie przenosi Nas w rejony Absolution.

"Revolt"

Ten utwór odstaje od całości płyty. Brzmi inaczej, bardziej pozytywniej. Bass w tym utworze jest bardzo ciekawy. Na koniec dostajemy przyjemne solo Matta utrzymanie w charakterystycznych przesterowanym stylu. Dobry, ale często przeskakuje dalej.

"Aftermath"
Spokojny utwór, w którym początek brzmi jak U2. Miła gra gitary wprowadza nas spokojnie w głąb utworu. Utwór to prawie ballada. Strasznie podoba mi się solo pod koniec tego utworu. Spokojne, nastrojowe utrzymujące klimat całego utworu. Pierwsze skojarzenia to "Blackout".

"The Globalist"

Najdłuższy utwór na płycie. Początek przypomina intro do westernu jednak później kawałek nabiera mocy. W pewnym momencie Matt znów wraca w pełnej klasie z ciężkim riffem i świetnym solo. Prawie jakbyśmy przenieśli się w czasie do płyty "Absolution".

W tym utworze słychać mocne inspiracje Iron Maiden z utworu i płyty "Seventh Son Of a Seventh Son". Rozciągły wstęp, ostre przełamanie utworu innym tempem by potem płynnie do niego wrócić. Choć nie jest ostatnim utworem na tej płycie kończy wątek walki i przemiany bohatera. Jest niczym wojna, podczas której niszczone jest wszystko dookoła.

"Drones"

To właśnie ten utwór kończy płytę. Po ciężkim, długim "The Globalist" uspokaja i kończy cały koncept płyty. W tekście słyszymy odwołania do wcześniejszych utworów. W ten sposób kończy zostają tylko ruiny świata.

Muzycznie ta płyta rozwiniecie drogi obranej na poprzedniej płycie z odrzuceniem wszelkich udziwnień. Jest to album ciężki w odbiorze i naprawdę trzeba go zrozumieć w warstwie lirycznej by muzyka nabrała sensu.

Jak dla mnie jest to jeden z lepszych albumów Muse od czasów "Black Holes And Revelations". Nie ma na niej patosu i zbędnych operowych aranżacji. Z początku byłem bardzo negatywnie nastawiony do tej płyty. Jednak kiedy wgryzłem sie w niego zrozumiałem jego piękno. Jak już wspominałem. Jest to trudny album ze względu na rozciągniętą koncepcje. Każdy utwór coś do niej wnosi, rozwija ją. Muzyka jest tutaj tłem dla koncepcji. Choć dużo tutaj "The 2nd Law" to ja stawiam tę płytę bliżej "Absolution”.

Dodatkowo warto przeanalizować teksty utworów z tej płyty. Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem jak Matt upchnął tyle polityki w tych tekstach.
"Drones" to nowy polityczny i poskładany z wielu części Muse. 

Czy Was też zaskoczył "Drones"? Co sądzicie o nowym kierunku obranym przez zespół? Z chęcią poznam albumy, które Wami wstrząsnęły, które sprowadziły Was na odpowiedni tor. Piszcie do mnie na adres pozytywnypesymista@gmail.com lub na facebook.com/pozytywnypesymista.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Proudly designed by | mlekoshiPlayground |